Fil. Z. Augustowski – „Do konwentowej młodzieży”

Wizyta Konwentu  w Warszawie

30 listopada 2001 r., na zaproszenie Arkonii przyjechała do Warszawy liczna (10 osób!) reprezentacja Konwentu by wziąć udział w obchodach 171 rocznicy wybuchu powstania listopadowego. Zaczęło się od spotkania przed budynkiem Szkoły Podchorążych w Łazienkach. Po stosownych przemówieniach i deklamacjach, z patriotycznymi pieśniami na ustach, ze sztandarami i pochodniami obie bratnie korporacje przemaszerowały pod Belweder, wzbudzając żywe zainteresowanie sił policyjnych. Następnie na kwaterze Arkonii, odbyła się knajpa. Kolejnego dnia rano miało miejsce śniadanie w mieszkaniu filistra Zygmunta Augustowskiego. Obok młodzieży Konwentowej obecni byli filistrzy Polonii i gorąco witani przedstawiciele Arkonii:com. com. Ł. Wojdyga i T. Skajster. Były toasty, śpiewy, salwy śmiechu i dużo wzruszenia. Otwierający spotkanie (na prośbę gospodarza) fil. L. Stejgwiłło – Laudański miał łzy w oczach, nie kryli wzruszenia inni a wsród nich i fil. Z. Augustowski, który zwrócił się do młodych z przemową, której fragmenty spisane z taśmy magnetofonowej niżej przytaczamy. Niestety,  wiele trzeba było opuścić – niektóre opowieści także ze względów cenzuralnych…. Suchy zapis nie oddaje nabrzmiałego emocją głosu filistra, nie odnotowuje żywych, spontanicznych reakcji zebranych.


Fil. Zygmunt Augustowski
Do konwentowej młodzieży

Warszawa 31 listopada 2001 r.

Moi bardzo drodzy i bardzo kochani Bracia! Trudno mi mówić, bo jestem ogromnie wzruszony, że was widzę, że widzę granatowe z gwiazdą dekle – srebrny cyrkiel z boku lśni, damy radę nawet w piekle i nie znamy swoich dni… Był zwyczaj, że przy okazji spotkań w Konwencie, fuksy stawały według starszeństwa z fuksem majorem i śpiewały pieśń fuksowską, która wszystkim się podobała, bo to była pieśń pełna werwy, wigoru. To była i jest pieśń młodości! Barwiarze którzy zgadzali się z fuksami, ustawiali się z nimi. Muszę  powiedzieć, że nigdy pieśni fuksowskiej nie opuściłem, gdzie nie byłem, czy w Arkonii, czy w Welecji, czy w Jagiellonii, zawsze stawałem i zawsze śpiewałem z nimi. Czułem się fuksem, pragnąłem być fuksem, całe życie chciałem być fuksem.

W 1939 roku, 24 sierpnia ostatni raz byłem na kwaterze Konwentu, napisałem pożegnanie do konwentowiczów (takich pożegnań już wtedy było kilkadziesiąt), bo to był pierwszy dzień tak zwanej imiennej mobilizacji, było widać wojnę, już byłem w mundurze, A później  pojechałem do Wileńskiego Banku Ziemskiego,  konno, z luzakiem, by pożegnać się z fil. Szachno, jednym z dyrektorów banku, naszym filistrem, bardzo czynnym w życiu konwentowym i po cichu ciągle finansującym Konwent. Poszedłem do gabinetu filistra, siedział za biurkiem, stanąłem przed nim i mówię – proszę filistra, filister wie czym dla mnie jest Polonia, chciałem w osobie filistra pożegnać cały Konwent. Fil. Szachno wyszedł zza biurka,  trudno jest mi o tym bez wzruszenia dziś mówić i powiedział – klęknij, ja wiem, że nie masz ojca (bo mój ojciec już nie żył), ja ciebie pobłogosławię i szczęśliwie wrócisz. Ja ten moment przeżywam do obecnej chwili… To była kwintesencja życia Konwentowego. Chciałem to wspomnienie przywołać na przykład.

Wracam do 1939 r. – Uniwersytet czynny, sztandar Konwentu wisi, 11 listopada odbywa się msza żałobna doroczna za wszystkich konwentowiczów, poległych i zmarłych, w godzinę później odbywa się nabożeństwo żałobne w kościele protestanckim a wieczorem odbywa się Konwent w mieszkaniu fil. Achremowicza,  już nie na kwaterze, bo baliśmy się, że może być inwigilacja policji litewskiej, to było na miesiąc przed zamknięciem Uniwersytetu. Jest kilkadziesiąt osób, wszyscy obecni w Wilnie – filistrzy, konwentowicze, którzy nie zdążyli pójść do wojska – i zapada uchwała – jedyna ze wszystkich korporacji polskich, bo inne korporacje nie miały już możliwości, żeby się spotkać. W Warszawie kwatery Arkonii, Welecji i Jagiellonii już były zajęte przez Niemców. Zapada uchwała, podobna do tej jaka przyjęta była w 1920 roku w czerwcu : wszyscy musimy iść do konspiracji, tworzyć struktury podziemne, walczyć o Polskę, w przeciwnym razie po wojnie zostaną skreśleni.  W roku 1920 był bardzo miły fuks (nie chcę wymieniać nazwiska}, nie poszedł do wojska – matka nie pozwoliła, to są nieraz takie momenty, gdy trudno wybrać, każdy decyduje o sobie, on był bardzo, bardzo do matki przywiązany, nie chciał jej martwić, do wojska nie poszedł. Po wojnie Sąd Konwentowy  skreślił tego fuksa.  On był później z nami w największej przyjaźni, przychodził do nas – ale zasady są zasadami!  Widzicie, to są momenty, które są naszą chlubą, my mamy czym się chwalić! Wtedy też, 11 listopada – zapadła uchwała, że wszyscy członkowie Konwentu, od fuksa do czynnego, wszyscy zostają filistrami, to znaczy fuksom nadaje się barwy i głos i prawa filisterskie, a nam prawa filisterskie. Ja dopiero wtedy zostałem filistrem. Bo do 1939 roku byłem czynny, wstyd przyznać się, dziewięć lat, a ponieważ skończyłem prawo, to ostatni rok byłem zapisany na wydział teologiczny, bo tam nie trzeba było składać egzaminów wstępnych i byłem nadal studentem, bo u nas bardzo tego pilnowano, a ja chciałem być w czynnym Konwencie. Śmieli się ze mnie, bo byłem u nas jedynym studentem teologii katolickiej.

Wracam do tego co powiedziałem, mówiąc o kwintesencji życia Konwentowego – wy wszyscy rodziny nie wybieraliście, ale Konwent wybraliście – trzeba pamiętać o skutkach tego wyboru. Nie tylko od Konwentu brać : dekel, bandę, wesołe towarzystwo, knajpa, koleżeństwo, przyjaźń … –  ale : co ja Konwentowi z siebie dam. Bracia kochani wzywam was z całego serca – co ja Konwentowi z siebie dam! Dla mnie idolem korporacyjnym, był zawsze fil. Arkonii, Adam Domański, który umarł nie tak dawno. Jest rok 1926, Adam Domański jest stuprocentowym piłsudczykiem – i dochodzi do decyzji Stowarzyszenia Arkonii – bo dla mnie zawsze była stowarzyszeniem, teraz jest korporacja, ale dawniej zawsze było stowarzyszenie Arkonia, stowarzyszenie Welecja… a my byliśmy Konwentem. I proszę was, Adam Domański, jak mówię  stuprocentowy piłsudczyk idzie razem z Arkonią walczyć przeciwko Piłsudskiemu! To jest proszę was, kwintesencja korporacji! Moje przekonania? – nieważne! – koło tak postanowiło, tak postępuję! Przed wojną u nas dyskutowano – jak się będzie paliła kwatera i będzie się palił dom rodzinny – co trzeba gasić?  – ogólna opinia była taka, że kwaterę. Powtarzam, myśmy kwaterę wybrali, a jak wybrali, to muszą być tego stuprocentowe skutki. Gdy wspominałem fil. Domańskiego, to pamiętajcie – Arkonia to nasza prawdziwa przyjaciółka, kartel z nią mieliśmy już w 1909 roku, na jej trzydziestolecie. Przeżyliśmy dużo wspólnych chwil, które tę przyjaźń potwierdziły i umocniły. Gdy o tym mówię, chcę wspomnieć o kwestii żydowskiej, która w ostatnich latach Rzeczypospolitej na uniwersytetach była dość nabrzmiała. Niektóre korporacje młode, powstałe po 1920 roku, chciały się wybić, czymś zabłysnąć, były tu szczególnie aktywne. W 1932 r. na kwaterze Arkoni w Warszawie, było zebranie ZPKA i kilka młodych korporacji wystąpiło przeciwko nam, Arkonii i Welecji, bo wśród naszych filistrów byli Żydzi. Na tym zebraniu większość, to znaczy młode korporacje, nie życzyła sobie nas, nie chcę użyć słowa „wyrzuciła”, bo to byłoby za mocne, bo byłyby inne konsekwencje. Wszystkie trzy stare korporacje – Polonia, Arkonia i Welecja wyszły (a dołączyła do nas Jagiellonia). Wyszła Arkonia, która była gospodarzem kwatery, rozumiecie – gospodarze wyszli z domu! Mówię to ku przestrodze, żebyście bardzo uważali w sprawach kontaktów z ZPKA, żebyście każdy krok konsultowali z Arkonią, która w tych sprawach ma większe doświadczenie od nas. Jak będą jakieś problemy z ZPKA, a będą  – to przestrzegam was, kochani, orientujcie się na Arkonię!

Kogo przyjmowano w Dorpacie ? – Polaków! Nie obchodziło nikogo czy to Niemiec, czy to Żyd, czy ktokolwiek inny, jeśli czuje się związany z tradycją Rzeczypospolitej, to może być członkiem Konwentu. Pamiętajcie, co królowało u nas przy przyjęciu. Jak wiecie,  trzeba było kandydować, prosić o przyjęcie. Była generalna zasada – kogo przyjmujemy ? – każdego, do kogo możemy powiedzieć – „mój bracie”. Zastanówcie się, jeżeli mogę do kogoś powiedzieć „mój bracie”, nadaje się do Konwentu! Spójrzcie : wszyscy, którzy tu są, w tym pokoju, nasi filistrzy, są spowinowaceni z Konwentem, fil. Szemiotha ojciec – konwentowicz, fil. Jasińskiego ojciec  – konwentowicz, fil. Trynkowski – ojciec jego miał w Konwencie przezwisko „Foma” i Stejgwiłło, który w czwartym pokoleniu jest związany z Konwentem – jego pradziad, dziad i ojciec byli w Konwencie! U nas nie ma obcych ludzi, jesteśmy wszyscy bracia. Widzę ze wzruszeniem, że ta tradycja się utrzymuje, bo i prezes Jaroszewicz1 i fuks Dowgiałło 2są wnukami konwentowiczów, ja ich dziadów dobrze znałem i serdecznie się z nimi przyjaźniłem.

Wiem o tym,  że są inne czasy, że niemal wszystko się zmieniło. Ale Konwent trwa. Od czasu gdy powstał w 1828 roku, przeszedł wiele zmian, występował pod różnymi nazwami, miał różne siedziby – po Dorpacie, Wilno, później Londyn (gdy dbałość o zachowanie  bytu Polonii przeszła w ręce filistrów), teraz Gdańsk, ale nigdy ciągłość jego istnienia nie została zerwana. Przechodził różne, nieraz dramatyczne koleje, były różne kryzysy, ale zawsze udawało się je pokonać – radzę wam kochani, abyście jak najszybciej zapoznali się z historią Konwentu, ale taką dużą historią – jeżeli się kogoś kocha, to chce się go poznać, prawda?  Muszę wam powiedzieć, że gdy filister Skawiński, przyjechał i mówił o chęci wznowienia, nie odnowienia – podkreślam : wznowienia działalności Konwentu, to ja byłem raczej pesymistą.  Byłem pełen niepokojów. Fuksi tego nie wiecie, ale barwiarze, komilitoni nasi pamiętają słowa przysięgi: że jeżeli nie będziemy mogli postawić tego Konwentu w całej jego świetności, to przynajmniej upaść nie dozwolimy. I to przeważyło, ale wątpliwości zostały – bo właściwie  tych parę lat to była wegetacja. Jak dowiadywałem się, że nawet nie wszyscy składki płacą, to nie mogłem tego zrozumieć. Dziś patrzę na was pełen optymizmu. Wierzę, że Konwent odżył. Wiele tu mamy do zawdzięczenia Arkonowi, kom. T. Skajsterowi, który do was pojechał i solidnie potrząsnął wami, za to winniśmy mu wdzięczność. My już wcześniej korzystaliśmy z pomocy Arkonii, pamiętacie – kom. B. Kachniarz kiedyś u was prowadził sztychowanie? Teraz myślę, że kom. Marchlewicz3 da cudownie sobie radę. On o ile wiem, umie gadać z młodzieżą, ma do niej podejście. A  wiesz ty mój drogi, kochany, co to znaczy dobry olderman, wiesz kto to dobry olderman ? – To jest ten, który kocha fuksów! Jak kochasz fuksów, jesteś dobry olderman! Jak będziecie mieli własną kwaterę, w co ja nie wątpię, to wszystko inaczej pójdzie, a i dużo rzeczy, pamiątek tam przybędzie. My filstrzy w miarę możliwości wam pomożemy, ja wam to obiecuję. Proszę też, korzystajcie ze mnie póki jeszcze żyję. Z Konwentu z tych którzy sporo o nim wiedzą zostałem praktycznie tylko ja. Jestem do waszej dyspozycji,  pytajcie się o wszystko co było i jak było.

Pamiętajcie ! – ja niczego wam nie narzucam. Ja  mówię o tym co było i mówię jaki był Konwent przed 1939 rokiem. Konwent jest omnipotentny, Konwent stoi ponad nami, ponad filisteriatem, bo filistrzy mogą kogoś skreślić z listy członków Stowarzyszenia Filistrów, ale nie mogą pozbawić praw filisterskich, prawa filisterskie może odebrać tylko Konwent. Konwent decyduje o wszystkim, Konwent jest ponad wszystko. Nie popełniam błędu gdy mówię, że Konwent jest omnipotentny, Konwent jest wszechmogący! To prawda, że w Wilnie był ogromny szacunek i poważanie dla filisteriatu, wystarczyło jak filister powiedział – było w Dorpacie tak i tak, żeby wszyscy się temu podporządkowali, to był usus dorpacki, nie było dyskusji. To co było w Dorpacie, było dla nas święte.

Moi kochani, moi bardzo drodzy, ja nigdy nie przypuszczałem, że dożyję takiej chwili, że tylu was razem ujrzę w moim domu! Niestety dzięki mojej niesprawności nie mogę do was przyjechać – jak ja bym chciał do was przyjechać! Ale nie mam sił, ja  już nawet nie wychodzę sam na ulicę. Moi kochani trzeba kończyć, wszystko co się zaczyna,  musi się i skończyć, nie wiem czy moje spotkanie powtórzy się, czy jeszcze spotkam się z wami… Bardzo chciałbym was widywać, gdyby który z was był przejazdem w Warszawie, to pamiętajcie, że zawsze może u mnie przenocować, kanapa czeka – może przyjść i ucieszyć moje oczy granatowym, lub trójkolorowym deklem. Teraz nalejcie mi kieliszek wódki – moi kochani – mówię do fuksa majora – na twoje ręce piję za zdrowie cetusu!

Stanisław Jaroszewicz (1911 – 1971), studiował na USB prawo w l. 1932 – 1939. Prezes K! w II sem. r. 1937/38. Ppor. AK (w wileńskim Kedywie), odznaczony Krzyżem Walecznych. Po wojnie aresztowany przez bezpiekę, w l. 1946 – 47 w więzieniu. Dziadek Jakuba Jaroszewicza.
powrót

Karol Dowgiałło (1896 – 1940), studiował w Dorpacie prawo w l. 1914 – 1918. Ziemianin. W l. 1919 – 1921 walczył jako rotmistrz 1 pułku ułanów Krechowieckich, odznaczony Krzyżem Walecznych (dwukrotnie). Uczestnik kampanii wrześniowej. 24 IX 1939 r. aresztowany przez NKWD, zamordowany w kwietniu 1940 r. Dziadek Wojciecha Dowgiałło.
powrót

Przemysław Marchlewicz