W tym roku święta wielkanocne wypadły w bliskim sąsiedztwie komerszu wiosennego. Konwentowicze spędzili święta wielkanocne w większym gronie, ponieważ wyjątkowo nieliczni wyjechali do domów na świąteczne wakacje. Korzystając z tej sytuacji, Konwent postanowił wziąć aktywny udział w obchodach świątecznych – wystawiono straż honorową w procesji rezurekcyjnej oraz oddelegowano komilitonów do niesienia baldachimu. Jajeczko wielkanocne i komersz wypadły tym razem skromnie. Atmosfera powagi wynikała przede wszystkim z wojennych okoliczności. Spełniono toast za Konwentowiczów przebywających w tym czasie na linii frontu i przesłano im życzenia podpisane przez wszystkim uczestników komerszu.

Mało brakowało, a poważna atmosfera komerszu zamieniłaby się w prawdziwy smutek. Wszystko z powodu ogromnych problemów, jakie miał kasjer bufetowy z organizacją alkoholu na biesiadę. Z nieoczekiwaną pomocą przyszli filistrzy-lekarze, którzy oddelegowani do szpitali wojskowych, odwiedziali jednak często Dorpat. Wystawili bufetowemu masę recept na „spirytus w celach leczniczych” oraz „koniak na anemię”. Mając sporą dawkę czystego alkoholu można było przygotować rozmaite trunki. Jak mówiono po komerszu „mieliśmy tak sprytnych bufetowych, że i spod ziemi potrafili piwo i inne spirytualia wydobyć”.