Wesoła zabawa wszystkich pokoleń Polonusów – od fuksów po filistrów, skończyła się późno w nocy, a może nad ranem, gdy „ostatni mohikanie” opuszczali lokal konwentowy. Tym razem role niejako się odwróciły, gdyż niejeden filister uczynnie spełniał posługi fuksowskie, wspominając odległe czasy, a młodsi comilitoni bacznie słuchali opowieści filistrów o Konwencie. Nie jedna chwalebna mowa rozbrzmiała, sławiąc osoby zacnych filistrów. Śmiechu i pieśni nie było końca!